Malaga: nowa technologiczna stolica południa Europy
Rynek i trendy 8 min czytania

Malaga: nowa technologiczna stolica południa Europy

Dziesięć lat temu Malaga była dla większości Europejczyków lotniskiem, z którego jedzie się do Marbelli. Dziś to miasto, w którym Google otworzył centrum inżynieryjne, a na ulicach słychać tyle samo rozmów o kodzie, co o piłce. To nie jest przypadek — i jeśli myślicie o mieszkaniu na wybrzeżu, ta zmiana dotyczy też was.

Wszystko zaczęło się od czterech osób i antywirusa

Mało kto wie, że korzenie malagijskiego boomu sięgają małego lokalnego startupu. VirusTotal — serwis analizujący podejrzane pliki, dziś jedna z największych baz danych o zagrożeniach na świecie — powstał w Maladze w 2004 roku. Osiem lat później kupił go Google i, zamiast przenosić zespół do Kalifornii, zostawił go na miejscu. To była najlepsza reklama, jaką miasto mogło dostać: skoro inżynierowie Google mogą pracować z widokiem na Morze Śródziemne, to czemu nie inni?

Ciąg dalszy napisał się sam. W 2023 roku Google otworzył w odrestaurowanym budynku przy Paseo de la Farola, między portem a plażą Malagueta, swoje europejskie centrum bezpieczeństwa cyfrowego — trzecie na kontynencie, po Dublinie i Monachium. Za nim przyszli kolejni: Vodafone z hubem badawczo-rozwojowym, banki, firmy konsultingowe, japońskie TDK. A na obrzeżach miasta przez cały ten czas rósł Malaga TechPark — dziś to ponad siedemset firm i blisko trzydzieści tysięcy miejsc pracy, jedna trzecia gospodarki miasta.

Do tego doszli nomadzi

Równolegle do korporacji przyszła druga fala: ludzie z laptopami. Dla cyfrowych nomadów Malaga okazała się miastem niemal idealnym — szybki internet, lotnisko z bezpośrednimi lotami do połowy Europy, klimat, w którym praca zdalna przestaje być karą, i strefa czasowa wygodna dla europejskich zespołów. W rankingach miast najlepszych do życia dla obcokrajowców Malaga regularnie ląduje na podium. Efekt widać w kawiarniach: przy co drugim stoliku ktoś siedzi ze słuchawkami na wideorozmowie.

Co to zrobiło z miastem

Malaga zawsze była ładna — teraz jest też żywa w nowy sposób. Centrum wypełniło się przestrzeniami coworkingowymi, kawiarniami spekulującymi na temat pochodzenia ziaren i szkołami międzynarodowymi, do których ustawiają się kolejki. Soho, jeszcze niedawno podupadła dzielnica przy porcie, stało się zagłębiem galerii i murali. Miasto młodnieje: średnia wieku przy stolikach na Calle Larios spadła na oko o dekadę.

Są i cienie, nie ma co udawać. Mieszkańcy narzekają na rosnące czynsze i na to, że centrum coraz bardziej należy do przyjezdnych. To napięcie zna każde miasto, które nagle stało się modne — od Lizbony po Barcelonę.

Co to oznacza dla rynku nieruchomości

Dla właściciela mieszkania boom technologiczny oznacza jedno: nowy rodzaj najemcy. Inżynier z kontraktem na dwa lata, rodzina relokowana przez korporację, nomad zostający na pół roku — to ludzie, którzy szukają mieszkań na długi i średni termin, płacą stabilnie i nie znikają we wrześniu jak turyści. Rynek najmu w Maladze przestał być sezonowy, a to zmienia rachunek: mniej pustych miesięcy, mniej rotacji, spokojniejszy zwrot.

Nasi klienci, małżeństwo z Wrocławia, kupili dwa lata temu mieszkanie z myślą o najmie wakacyjnym. Po pół roku żonglowania rezerwacjami wynajęli je inżynierowi z TechParku na dwuletni kontrakt. Mniej przychodu w szczycie sezonu, przyznają — ale zero pustych tygodni, zero sprzątania co trzy dni i czynsz na koncie pierwszego dnia miesiąca. Mówią, że dopiero teraz ta inwestycja jest bezobsługowa naprawdę, a nie tylko w ogłoszeniu.

Ceny mieszkań w samym mieście rosły w ostatnich latach szybciej niż na większości wybrzeża i tanio już nie jest. Ale popyt, który je napędza, to nie moda: za nim stoją firmy, uczelnie, lotnisko i port. Takie rzeczy nie wyjeżdżają po wakacjach.

Gdzie szukać, jeśli Malaga kusi

Samo centrum jest piękne i drogie. Ciekawiej robi się w dzielnicach o krok dalej — na wschód w stronę Pedregalejo i El Palo, gdzie miasto spotyka się z plażą i starymi domami rybaków, albo na zachód, wzdłuż linii metra w stronę TechParku. Warto też patrzeć na miasta satelickie: Rincón de la Victoria czy Torremolinos, skomunikowane z centrum koleją podmiejską, łapią falę malagijskiego wzrostu przy niższych cenach wejścia. O tym, jak wybrać konkretnie, rozmawiamy już indywidualnie — od tego jesteśmy.

Monika Godek
Costa Casa Estate
Bezpłatna konsultacja

Czytaj także